Są rzeczy niemożliwe

Zawsze marzyłem, aby umieć namalować konia, który wygląda jak koń. Na przykład konia, bo zadowoliłoby mnie właściwie cokolwiek, co wygląda z grubsza chociaż realistycznie.

Kiedyś udało mi się namalować konia, który wyglądał jak pies. Tak przynajmniej twierdzili rodzice. „Ładny piesek” – mama kiwa głową z uznaniem. Byłbym gotów nawet zmienić zdanie – i przysiąc, że moją intencją było namalowanie psa, ale mimo bardzo młodego wieku nie byłem już wtedy naiwny. Wiedziałem, że ten koń, wyglądający jak pies, wcale nie wygląda jak pies.

Za to domki rysowałem całkiem ładne. Wszystkie pięknie płaskie, cudownie prostokątne, z obowiązkowym dymem z komina i drogą wiodącą zawijasami wprost do drzwi. I czasem obok samotne drzewo, które wyglądało jak lizak albo choinka zapachowa do samochodu. Do tego obowiązkowy urozmaicony horyzont, chmurki na niebie i słońce – takie z promieniami, ma się rozumieć.

Tak czy inaczej, plastyka była dla mnie udręką. Była też udręką dla moich rodziców, którzy sporo musieli namalować za mnie. Miałem ochotę rozstrzelać tych wszystkich złych ludzi, którzy kazali mi się tak męczyć.

Nie pamiętam mojego ostatniego rysunku, ale karierę malarską porzuciłem bez żalu. No, nie całkiem bez żalu. Zawsze chciałem umieć rysować.

Ale to była dla mnie ważna lekcja. Właśnie na tym przykładzie bardzo wcześnie nauczyłem się, że są rzeczy niemożliwe.

Więc jeżeli ktoś będzie cię przekonywał, że „możesz wszystko”, że „wystarczy chcieć, a spełnią się wszystkie marzenia”, że „sky is the limit” i temu podobne złote myśli – zachowaj dystans. Tak nigdy nie będzie.

Każdy człowiek może mieć udane życie i osiągnąć sukces – ale nie w każdej dziedzinie. Choćbym nie wiem jak gorąco marzył o grze na pozycji centra w lidze NBA, na pewno nim nigdy nie zostanę. I to nie dlatego, że jestem za stary (chociaż jestem). Przede wszystkim dlatego, że mam 179 cm wzrostu – i aby wykonać wsad do kosza, potrzebowałbym nielichej trampoliny.

Swoje możliwości i ograniczenia trzeba oceniać realistycznie.

To pozwala odróżnić marzenia od mrzonek.

 

Mateusz Pierzchała